Bogumił Pijanowski
Teksty grupy literackiej AKANT i inne nadesłaneO stronieTeksty własne,wiersze i prozaTeksty grupy literackiej AKANT i inne nadesłaneFotografieBlog hyde park







































List

 

                         list do tatusia                                          21.09.2009

 

                   Kochany Tatusiu!

 

     Piszę w pierwszy dzień Jesieni będąc całkowicie pod jej wrażeniem. Ostatnio moją pasją stały się wycieczki, obserwacje pierwszych zwiastunów „królowej złota”. O tej porze roku przyroda zawsze mnie pasjonuje.

     Po tych trącących nieco metamorfozą zwrotach chciałbym napisać o sprawach bardziej przyziemnych i… zarazem nudnych /myślę oczywiście o nauce/. A więc mimo nieco obojętnego i cynicznego podejścia z mojej strony do 1 września stanowił on dla mnie pewien psychiczny wstrząs. Obecnie zdążyłem przyzwyczaić się do zmiany „belfrów” i kolegów, lecz nie znaczy to żebym był zadowolony z zaistniałej sytuacji, a to głównie ze względu na to, iż potwornie nudzę się na lekcjach i gdyby nie częściowa zmiana profesorów nie wytrzymałbym nerwowo.  W tej szkole mimo wszystko zostaję, bo zgodnie z przewidywaniami mamy inną „chemicę”.

     Tyle ze szkolnego podwórka. Nie wiem jak w Łodzi, ale tutaj pogoda jest wspaniała, toteż w ubiegłą niedzielę 13 bm. Byłem na wspaniałej wycieczce, o łącznej trasie około 60 km. Pragnąłbym Tatusia powiadomić, że od 15 bm. Nie palę, a zarazem napisać o sprawie, która mnie ze względu na swój charakter denerwuje. Orientuje się Tatuś chyba, jak nie lubię poruszać spraw finansowych i jeśli chodzi o mnie wolałbym nie mieć, niż prosić! Lecz w tym wypadku jestem przyciśnięty koniecznością i proszę Tatusia o wyasygnowanie 69 złotych na spłacenie długu honorowego memu koledze Jasiowi /ten z „fiacikiem”/. W tym wypadku nie chodzi o pieniądze, lecz o odkupienie scyzoryka-„kombajnu”, który mu zgubiłem, a zobowiązawszy się odkupić nie mam czym tego pokryć, bowiem wydałem całe moje kieszonkowe. Przepraszam za tak „handlowy” charakter tego listu. Łącząc pozdrowienia kończę

                                                                           Twój SYN

PS

Termin, jakim się zobowiązałem brzmi 30.09 br., toteż prosiłbym o …

 

 

      Szpion - Agat

    Wspomnienia najwcześniejszej młodości są, jak spacer kwiecistą aleją w budzącym się do wiosennego życia parku.

    Wspomnienia są przeszłością i rzeczywistością, które można przeżywać bez końca.

    Są darem od Litościwego Boga, ofiarowanym nam na szare chwile codzienności, kiedy czas dłuży się bez końca w oczekiwaniu na cud.

    Skracam to oczekiwanie drogą w przeszłość, choć chodź te lata chwilami straszne, bolesne, ale też i śmieszne – cudowne.

******

    Zdarzyło się kiedyś (once upon a time, jakby napisali anglojęzyczni w PRL-u), że osiągnęłam szczyty swoich możliwości piechura. Pokonałam trasę z Rowów do Łeby tj. około 50 km.

    „ – Jakbym z Tobą nie maszerował, to bym Ci nie uwierzył…!” Stwierdził, po pewnym czasie, mój starszy brat, towarzysz i pomysłodawca wycieczki. Trasę pokonaliśmy w 13 godzin. Obliczona była na mniej, ale przygoda, która nas zatrzymała, opóźniła nasz maraton.

    A było to tak:

    Zbliżały się wakacje. Spotkała mnie wielka radość. Brat zaprosił mnie do Rowów, do uroczego ośrodka wypoczynkowego położonego blisko morza.

    Po paru dniach aklimatyzacji zaproponował wymarsz z grubsza podając ilość kilometrów.

    Byłam przerażona, ale głupio mi było odmówić… Może chciałam bratu zaimponować, a może samej sobie?

    Po kryjomu, zostawiając kartkę z informacją dla uśpionej rodziny, wymknęliśmy się z domu letniskowego o godzinie drugiej w nocy, zabierając tylko psa Agata, który czułby się pokrzywdzony, gdybyśmy go zostawili.

*****

    Otoczyła nas ciemność. Migający, olbrzymi gwiazdozbiór na niebie wyznaczał nam trasę. Plus fal przypominał, że idziemy brzegiem morza. Daleko na redzie błyskały światła zacumowanych tam statków. Widok był niezapomniany! Cudowny! Czuliśmy się wspaniale, wolni, zapomnieliśmy o wszelkich smutkach i codziennych problemach. Pies wyczuwając nasz zachwyt radośnie gnał do przodu.

    Zapomnieliśmy jednak, niestety…, że to był PRL, a my przecież maszerowaliśmy dziarsko Granicą Państwa, na której nie wolno było przebywać od godziny 20-stej do 8-mej rano.

    Zbliżaliśmy się właśnie do Chłopina – Latarni Morskiej, która wysyłała swoje długie informacje świetlne dla statków.

    Myśleliśmy, że w tej ciemności jesteśmy niewidoczni, a tu nagle przed naszymi oczami rozbłysły światła, które zbliżały się w niepokojącym tempie. Wkrótce ukazał się gazik z pełną obsadą wojska tzw. pograniczników z bronią ostrą wycelowaną w naszym kierunku.

    Struchlałam, serce na chwilę się zatrzymało. Co to będzie?! Gorączkowo zaczęłam odmawiać „zdrowaśki”.

    To nie bajka – to była prawda… Zostaliśmy zatrzymani, przesłuchani, wypytywani o wpływających pontonem na brzeg morza szpiegów… A może to my byliśmy podejrzani?...

    Uratował nas chyba mój pupil Agat, no bo, gdzie „szpionem” może być pies rasy foksterier, „kanapowiec” inteligentny, lecz nie polujący?

    Zabrali nam dowody i czekaliśmy. Po godzinie jednak nas puścili. Odetchnęliśmy z ulgą. Wojsko odjechało. Wcześniej pozostawili jednak jeden warunek – kazali czekać do 8-mej rano, ale mój niepokorny brat nie zastosował się do rozkazu i zarządził wymarsz.

    W czasie dalszej wędrówki, myślałam z mgiełką zawstydzenia, że swoim czynem postawiliśmy na nogi, nie tylko patrolującą nabrzeże grupę żołnierzy, ale także tę odpoczywającą po pracy.

    Przekonani byli bowiem wszyscy, że na brzeg wylądowała grupa szpiegów z wrogiego państwa.

    To był alarm dla wszystkich stacjonujących tam jednostek.

    Maszerowaliśmy dalej w mniej radosnym nastroju, zszokowani niecodzienną i mogącą się skończyć groźnie, przygodą.

    Po latach powracam, do tamtej pełnej grozy eskapady, z łezką rozczulenia i już bez „gęsiej skórki” na ciele.

 

                                                                    Joanna Hyżewicz

 

Dodaj komentarz Pokaż komentarze     komentarzy: 2






użytkownik
hasło
 
Zaloguj              
KontaktZbiory prywatne