Bogumił Pijanowski
Teksty grupy literackiej AKANT i inne nadesłaneO stronieTeksty własne,wiersze i prozaTeksty grupy literackiej AKANT i inne nadesłaneFotografieBlog hyde park







































***

Spotkanie po latach

 

   Ten maj’ 83 taki soczysty i bujny, ale upalny, a tu czas matur. Od paru lat nie przeżywam ich. Zawsze mile wzruszały i niepokoiły. Żeby sprawiedliwą miarą, bo wszelkie egzaminy niełatwo oddają oryginalność myśli, niebanalność psychiczną, samodzielność sądów.

    Pewnego dnia telefon: - Tu Jerzy Pietrzak. Czy pamięta mnie Pani? 20 lat temu zdawałem u Pani maturę, jako jeden z Pani wychowanków.

    Biedni Pietrzakowie, o anonimowym nazwisku, toteż chwilę milczałam. Zadziora z drugiej strony drutu odezwał się:

    - Jak przypomnę Dzięgielewskiego, to zaraz Pani będzie wiedziała.

    Rzeczywiście. Ten chłopak o cygańskiej urodzie sprawiał na tyle dużo kłopotów, że do dziś się go pamięta.

    - Organizujemy sobie taką powtórkę egzaminów i nie widzimy jej bez Pani.

    - Ilu doliczyliście się na to spotkanie?

    - Jest nas dwudziestu pięciu – słyszę.

    - A ze starszyzny jest ktoś na odsiecz?

    - Nie, Pani i my. Jak dawniej w klasie bywało.

    Bagatela…

    -Przyjdziemy dokładnie się umówić. – Szybko zapisał adres i podziękował. Nie zdążyłam uciec od tej decyzji, jak mi się to coraz częściej zdarza. Dlaczego? W końcu to wydarzenie raz na 20 lat. Byłam ich ciekawa. Stawią się przede mną 40-letni mężczyźni, których sprawki pamiętam od 15-go roku ich życia. Bo, że pamiętam, przekonałam się i ja, i oni.

      Panowie byli galowi, lokal „Nad Łódką” także, a stoły antykryzysowe. W progu Sali dostałam wielki bukiet wspaniałych róż od tego spośród wychowanków, który z moim przedmiotem miał wielkie problemy, toteż stwierdził, że nie kwiaty się liczą, ale kolce: Jeden za każdą dwóję z języka polskiego. Żartowniś z tego badylarza, co elektrykę rzucił dla szklarni.

       Dzięgielewski zawsze był uformowany w stylu amanta i, jak się okazało, uprawia tę sztukę z dużą znajomością psychologii, bo wprawił mnie w dobry nastrój uwagą, że wciąż jestem dziewczyną, że ho, ho.

      Rozbrajające było, jak podano mi listę obecności, którą odczytałam i jak wszyscy ci mężczyźni mówili mi o kolejach swego życia, nie ukrywając konfliktów i komplikacji. Byli wśród nich wdowcy, byli rozwiedzeni i powtórnie żonaci. Ze wszystkiego czuli potrzebę wyspowiadać się. A więc ocalał tu od zapomnienia jakiś ślad mojej w ich życiu obecności.

      Żałowałam tylko, że upał mnie unicestwia i paraliżuje moją inicjatywę, bo wzięłabym ze sobą garść swoich wierszy, a wtedy lekcja z czterdziestolatkami byłaby bardziej autentyczna, gdybyśmy tak je odczytali.

      Jakie różne są nasze drogi przez życi? Często na miarę młodzieńczej fantazji stajemy się konkretami w dalszych latach. Obok mnie przy stole siedział złotnik – rzeczoznawca, którego kiedyś tak dalece fascynowały loty na szybowcu, że w pierwszym terminie zawalił maturę. Pytam, czy go nie odrywa się w dalszym ciągu od ziemi.

     - O nie – powiedział – teraz dużo więcej uwagi poświęcam chęciom innych.

      Kochane Chłopaczyska. To im zawdzięczam naprawę starego odkurzacza, termy elektrycznej, bo od czasu do czasu mam telefon, czy nie trzeba mnie z jakiejś opresji wyratować. O dziwo! W tym szalonym, znieczulonym świecie, nasza przyjaźń trwa.

Dodaj komentarz Pokaż komentarze     komentarzy: 0


* * *

Na Piotrkowskiej

 

Pan Rubinstein,

taki artysta,

a wcale się nie ceni…

Mało tego, że gra za parę groszy

przy swoim fortepianie,

na ulicy siedzi – w dzień i w nocy

i nie zanosi się na to,

że coś się w tym zmieni.

A może On nie ma mieszkania? …

Gra tanio – mieszkania drogie …

Przyznam się, że pojąć tego nie mogę.

„Fundnęłam” też sobie

za groszy ileś koncert …

Grał pięknie,

w górze świeciło słońce,

riksze ulicą jeździły.

Wszystkie uroki starej – w nowym –

Piotrkowskiej

mnie zachwyciły,

a tak w ogóle,

to – w laurach ona płonie,

co znakomitsi artyści

zostawiają na niej

odciśnięte dłonie …

Ja myślą mozolę –

dlaczego na Piotrkowskiej?

Dlaczego w Łodzi?

O co chodzi?

Bo ulica w starym brodzi …

A w Łodzi? – Bo Łódź

dużo artystów zrodziła

i o to w tym chyba chodzi.

Nic więc dziwnego, że w Łodzi!

Dodaj komentarz Pokaż komentarze     komentarzy: 0






użytkownik
hasło
 
Zaloguj              
KontaktZbiory prywatne