Bogumił Pijanowski
Teksty grupy literackiej AKANT i inne nadesłaneO stronieTeksty własne,wiersze i prozaTeksty grupy literackiej AKANT i inne nadesłaneFotografieBlog hyde park







































PUZZLE

Małgorzata Starostecka

 

Trzy fragmenty z obszerniejszego zbioru pt. Puzzle

 

NASTAWIENIE

Dzisiaj rano spojrzałam w lustro. Moja twarz przypominała kartofel. Celowo używam słowa „kartofel”. Jest zdecydowanie brzydsze od słowa „ziemniak”- prawda? Szaro-bury, nieco pomarszczony, zeszłoroczny kartofel. Skupiłam wzrok na swoim lustrzanym odbiciu nakazując sobie więcej optymizmu. Może jednak inne warzywko? Szybko przebiegłam myślami po znanych i popularnych, pnących i okopowych, okrągłych i podłużnych. Zatrzymałam się przy pomidorze. Gładki, błyszczący, okrągły i czerwony. Nie, to zdecydowanie odpada. Zbyt wiele radości, zadowolenia z siebie i dobrobytu. Następny był buraczek. Też pękaty, kolor ostry i zdecydowany, ale taki jakiś zadufany w sobie, arogancki i prostacki. Zupełnie do mnie nie pasuje!

Idźmy dalej- cebula! Nie, nie życzę sobie, żeby podczas zdzierania ze mnie wierzchnich warstw- płakano.

Może marchewka? Pusta lala bez charakteru. Pietruszka - blada i anemiczna anorektyczka. Chuda to może i jestem, ale pojeść lubię. Zielony, obły i podługowaty ogórek też odpada. Tylko kolor mi w nim pasuje. Chociaż... Po rozkrojeniu, jest całkiem aromatyczny... Niestety, czasami się po nim odbija.

Brukselka - infantylna kapusta. Nie zgadza się z moim wizerunkiem. Papryka- za ostra, choć słodka i kolorowa.

Zaczynam wpadać w panikę. Dlaczego nie przychodzi mi na myśl żadne miłe i ładne warzywo? Jeszcze raz patrzę w lustro. Niestety, w dalszym ciągu widzę nieapetyczny kartofel.

A skąd ten pomysł porównywania się do warzyw? Już wiem! Słowo - klucz, to wegetacja. Bo ja nie żyję- ja wegetuję. Chyba nie muszę tego tłumaczyć- to proste. Bez względu na to, jakim jesteś warzywem. No, chyba, że brukselką.

Ponownie patrzę w lustro. Zmieniam nastawienie na pozytywne. I co widzę? Ziemniaczek! Młody, z delikatną skórką, pachnący wiosną, podany z masłem i świeżym koperkiem... Pyszności! A i z tych starych kartofli dobrze utłuczone puree - też przecież jest smakowite. Co znaczy zmiana nastawienia! 

A co do wegetacji, to może innym razem...

 

                                                 KICHANIE

Czy sposób kichania może określać osobowość? Czy introwertyk kichający do środka swego jestestwa jest bardziej higieniczny? Co w takim razie z ekstrawertykiem? Czy swoim ekspresyjnym kichaniem na świat wyrządza więcej szkody, niż pożytku?

Jedno jest pewne. Introwertyk kichając w głąb siebie ma bardzo małe szanse na wyjście z infekcji. Ekstrawertyk natomiast, kierując wszystkie swoje wirusy na Bogu ducha winnych i nieświadomych zagrożenia bliźnich- jest w zdecydowanie lepszej sytuacji zdrowotnej.

Kichanie w głąb organizmu jest jednak bardziej eleganckie. Jednocześnie zaoszczędza się otoczeniu przykrych, głośnych i niejednokrotnie niespodziewanych odgłosów.

Kichając głośno, swobodnie i od serca naraża się innych na hałas, wywołuje nagły stres u tych samych, równocześnie ściągając na siebie ich pełną dezaprobatę.

No właśnie. Czy warto narażać się na taki dyskomfort psychiczny? Zawsze uważałam, że jestem introwertyczką. I tu niespodzianka. Od pewnego czasu kicham inaczej. Przyrodzony mi sposób wydalania wirusów w postaci kropelek, zamiast kierować je do mojego wnętrza - uległ zmianie. Zaczęłam kichać spontanicznie, żywiołowo, głośno i jak najbardziej na zewnątrz. Trochę mnie to zaniepokoiło. Czyżby transformacja osobowości?

Czyżbym ja - urodzona introwertyczka, nagle w kwiecie wieku zmieniła się w ekstrawertyczkę? Co to może oznaczać dla mnie i moich bliskich? Czy to przypadek, czy efekt wieloletniej pracy nad sobą? Jak widać, pytań jest wiele i odpowiedzi również.

Jedno jest pewne. Kichając w zaskakująco nowy dla mnie sposób - jestem szczęśliwsza. W końcu dzielę się z innymi tym, czego chwilowo mam w nadmiarze. Daję z siebie naprawdę wszystko.

I dokładnie to samo do mnie wraca. Chyba muszę to jeszcze raz przemyśleć. A psik!

 

WOLNOŚĆ

 

 

Chciałabym przestać palić. Już samo użycie czasu przyszłego niedokonanego, świadczy o skali tego problemu. Chciałabym, ale... Zaczęłam analizować sprawę.

Dzięki swej wolnej woli zaczęłam palić papierosy i trwam w tym nawyku, który pieczołowicie wyrabiałam przez trzydzieści lat. Jeśli mogłam, kiedyś tam, podjąć taką decyzję - równie dobrze, teraz mogę ją odwołać. Jedyną przeszkodą jest mój sposób myślenia. A myślę tak: -„ Palę, bo jest to przyjemne zajęcie i to ja sama o tym decyduję”. Ja sama.

Jest to jedna z niewielu decyzji, które podejmuję codziennie z tą samą satysfakcją myśląc: -„Nikt nie może mi tego zabronić. To ja sama wybieram.” Zapomniałam o jednym - od dawna nikt mi już tego nie broni... To ja bronię jedynego, konsekwentnie podtrzymywanego przez tyle lat wyboru.

Jest to jedyny obszar, w którym czuję się naprawdę wolna! Czyż to nie żałosne? Nie... prawdziwe

Ocalony skrawek mojego własnego terytorium, na którym rządzę bez reszty. Nikt mi nie podskoczy, nie zakaże, ani nie nakaże. Nikt, tylko ja sama. Sama sobie sterem, żeglarzem, okrętem...

 Palenie, podobnie, jak picie - to ucieczka, zasłona dymna, żeby nie widzieć, nie słyszeć, nie czuć... Czego? Swojej nieumiejętności dokonywania wyborów. Dobrych wyborów.

Podczas palenia jestem bezmyślna. „Rozkoszuję się” nim, bo tak sobie wmówiłam, że to fajne, miłe

i z pewnością - dojrzałe zajęcie.

Świadomie zapalam papierosa. Obserwuję, co tak naprawdę czuję? W dalszym ciągu mi smakuje, ale w momencie wciągania dymu do spragnionych płuc, o niczym innym już nie myślę.

Przeżywam. Delektuję się. Patrzę na swoją dłoń z elegancko trzymanym niedopałkiem - bo jestem już w połowie... Bacznie przyglądam się, jak żar trawi bibułkę bez mojego udziału. Pali się sam. Jak ja.

Bo ja - też się spalam... Przed chwilą go odgasiłam, wyuczonym i precyzyjnym ruchem. Żeby się nie tlił w popielniczce, bo śmierdzi. Zadziwiające, prawda? A jeszcze kilkanaście sekund temu, gdy mnie rozgrzewał i dawał swoją moc - nie śmierdział... Wącham swoje palce - te, które gasiły peta -

też śmierdzą! Fe! Nie lubię smrodu, choć sama go „produkuję”. To jest właśnie wolna wola.

Moja, zdecydowanie moja własna decyzja. I właśnie dlatego palę. W tym czuję się pewnie i wydaje mi się, że mam kontrolę, bo to ja wybieram...  Jest dokładnie odwrotnie, tylko jakoś tego nie dostrzegam. Kolejny raz pozwoliłam sobą rządzić. Jestem manipulowana przez skręconą w rulonik bibułkę wypchaną suszonymi liśćmi! A w dodatku, jestem pewna, że jest mi z tym dobrze!

Tylko ostatnie stwierdzenie różni mnie od pozostałych człekokształtnych, które nigdy nie wzięłyby do pyska czegoś tak paskudnego. Pociesza mnie jedynie to, że banany też lubię...

Palenie to ucieczka od problemów. Znam ich przyczyny. Poczucie winy, to główna z nich. Cały czas chcę się karać, bo czuję się winna. Więc palę, bo przecież głupia nie jestem i wiem, że to jest kara, którą wymierzam sobie samodzielnie i bez zauważalnych konsekwencji. Niby nic takiego nie robię, tylko palę... Tylko się pomalutku truję. Takie eleganckie samobójstwo. I niezbyt szokujące dla otoczenia. Jest we mnie wiele delikatności i szacunku dla bliskich i znajomych. Po co ich stresować nagłym zejściem? Tak jest ładniej i nie zwraca się uwagi na siebie... Tyle osób robi to samo.

Ginę w tłumie, nie odstaję, nie wyróżniam się. Jestem, chociaż w tym, podobna do innych.

Dumna ze swej odmienności, a jednak - taka sama. Ukryta bezpiecznie za sinoniebieską zasłoną, którą mogę opuścić w każdej chwili, kiedy tego zapragnę. I schować się, otulić tak szczelnie, żeby nikt - nawet, ja sama - nie zauważył błysku niepewności w oczach lub drżenia rąk ze strachu przed życiem. I czuję się wolna, a przecież kocham to słowo i wszystko, co oznacza.

Powinnam rzucić ten nałóg. Nie lubię słowa powinnam, bo oznacza przymus. Zdecydowanie lepiej brzmi - chcę, wiążące się z chęcią i własnym wyborem. Najkorzystniej jednak prezentuje się -mogę, pewnie dlatego, że nie muszę. To jest dopiero prawdziwa wolność.

 

                                                                                          Małgorzata Starostecka

Dodaj komentarz Pokaż komentarze     komentarzy: 0






użytkownik
hasło
 
Zaloguj              
KontaktZbiory prywatne