Bogumił Pijanowski
Teksty grupy literackiej AKANT i inne nadesłaneO stronieTeksty własne,wiersze i prozaTeksty grupy literackiej AKANT i inne nadesłaneFotografieBlog hyde park







































Fragmenty wspomnień

Wahadło


Jest poranek w parterowym mieszkaniu babci. Na czas swojej wyprawy na Litwę, matka zostawiła mnie pod opieką swojej starszej siostry. W Wilnie panuje głód, żywność można zdobyć za bajońskie sumy, jedynie na wsi litewskiej. Jestem smutny i trochę znudzony przyglądam się wahadłu tykającego miarowo zegara. Ciotka popatruje na mnie z ukosa, bojąc się pewnie mojego tęsknego płaczu. Po pewnym czasie zabiera się do mycia podłogi. Mokra szmata zatacza szerokie łuki pozostawiając po sobie malutkie kałuże. Wstaję ze stołeczka na którym siedzę i postanawiam trochę ciotce pomóc. Gorliwe pomaganie kończy się wywaleniem wiadra z wodą, moim rykiem i „klęczeniem za karę” w kącie.

Zegar, beznamiętnie kiwając na boki obojętnym, przykurzonym, wahadłem, odmierza czas tęsknoty za matką.


Hitler się powiesił!


Na nocnym niebie rozbłyskują śliczne kolorowe flary. Najbardziej podobają mi się , biegnące we wszystkie strony, fioletowe koraliki w kolorze szkiełka, które noszę w kieszeni i przez które lubię spoglądać w słońce.

Z przylepionym do szyby nosem czekam na następujące po sobie rozbłyski. Całe niebo wydaje się płonąć. Rodzice w niespokojnym milczeniu stoją przy oknie. Gwałtownie otwierają się drzwi; od progu ciotka Marycha radośnie woła: „ Słyszeliście, koniec wojny! Hitler się powiesił!”. Nad miastem zawisają na spadochronach fosforowe lampiony oświetlające cele, narasta głuchy hurkot bombowców. Z rozświetlonego nieba zstępuje na miasto śmierć.


Niechciana podróż


Zapach końskiego potu, miarowe pojękiwanie ocierającego się o błotnik koła, przekrzywionej na pękniętym resorze, dorożki. Łzy matki płynące po twarzy w bezgłośnym płaczu i ręka ojca przytrzymującego mnie, siedzącego na jego kolanach.

Perspektywę ulicy zamyka uświęcona cudowną ikoną Ostra Brama, przez którą wyruszamy w nieznane. To są ostatnie obrazy skradzionego miasta, powstałe w trzyletnim wygnańcu z domu rodzinnego, z ziemi przodków.


Zgaszony uśmiech


Stoję w oknie małej facjatki drewniaka przy Nawrot, w którym zamieszkaliśmy po przybyciu do Łodzi. Pobyt w tym mieście ma być tymczasowy, cel naszego wygnania to Kraków, w którym ojciec ma zapewnioną pracę.

Jest letni słoneczny dzień. Patrzę na pośpieszny, nerwowy ruch przechodniów, na ciągnione przez masywne perszerony „rolwagi” wypełnione węglem, leżące na jezdni belkowate bloki lodu, które ręcznym wózkiem przewozi do chłodni restaurator z przeciwka.

Z bramy pod 55 wychodzi chłopak, spogląda na mnie i zatrzymuje się na chodniku. Uśmiecham się do niego i macham ręką. Chłopak, w odpowiedzi na moje pozdrowienie, wyciąga z kieszeni procę i po chwili czuję ostry ból w łuku brwiowym, krew zalewa mi twarz. Przerażony zaczynam głośno płakać. Dziecięcą piąstką trę zakrwawione oko.

Struchlały ojciec nachyla mnie nad miednicą i obmywa wodą. Oko jest całe, z brwi wyciąga metalowy „sztyft” którym zostałem ugodzony. Chłopak uciekł w stronę Kilińskiego; trafił tego wstrętnego, pogardzanego „zabużaka”.


Lesio


Dziewczyny są beznadziejne, niczego sensownego nie można z nimi robić. Chichoczą bez powodu, obrażają się o byle co, jak te głupie szarpią mnie bez powodu za włosy, boją się ciemnego strychu na którym wylęgły się małe gołąbki.

Wredne skarżypyty. Gdy niechcąco, strącając piękny długi sopel, wytłukłem szybę w oknie Pani Wilkowej, zdradziecko na mnie doniosły. Było to dość dawno, ale teraz gdy moja młodsza kuzynka, w czasie przyjęcia u nich, potłukła bakelitową płytę z piosenką „Już taki jestem zimny drań” i zwaliła to na mnie, a przecież do mnie należało nakręcanie patefonu i nakładanie płyt, czara goryczy przelała się prosto w moje serce.

Dlaczego naokoło mnie są tylko te potwory, dlaczego nie mam brata. Z tych ponurych rozmyślań wyrywa mnie wchodzący do mieszkania ojciec. Z twarzą zapowiadającą coś miłego mówi: „Zbieraj się szybko, idziemy odwiedzić mamę w szpitalu, masz brata”. Serce zaczyna mi łomotać z wrażenia, jestem błyskawicznie gotowy do wyjścia. Do szpitala św. Rodziny jest niedaleko i idziemy pieszo. Matka ostatnio jakoś się zmieniła, chyba ją bolał wzdęty brzuch bo musiała iść do szpitala, ale jak to się ma do zapowiedzianego brata? W pięcioletniej głowie nic się nie da porządnie ułożyć.

Wchodzimy do sali gdzie w łóżku leży uśmiechnięta Mamusia i jakieś zawiniątko przy niej. Rozglądam się ciekawie, wypatrując zapowiedzianej niespodzianki, ale żadnego brata nie widzę. Słyszę głos matki: „Jak ci się podoba Lesio?” Nie mogę wyjść ze zdziwienia: „....jaki Lesio? To piszczące zawiniątko to ma być mój brat? Bez przekonania, milcząco kiwam zawiedzioną głową i cały entuzjazm znika.

Z zainteresowaniem przyglądam się jakimś rozwieraczom, szczypcom, nożyczkom, skalpelom, lśniącym w szklanej gablocie.

Klockami jeszcze długo będę się bawił sam. Dziewczyny są co prawda beznadziejne, ale z młodszą o rok Wierą można jakoś wytrzymać, może spróbować coś z nią wybudować?


Kapuśniak


Dyndający, uwiązany rzemykiem u tornistra, emaliowany blaszany kubek, przy każdym kroku daje o sobie znać. Może na dużej pauzie, będzie dzisiaj kapuśniak? Otwieram ciężkie drzwi wejściowe do szkoły, których klamka jest na wysokości mojego nosa. Z zejścia do podziemia dolatuje zapach gotującej się kapusty. Hura! Odbędą się zawody! Przy schodach spotykam Janka Romanowicza i Sylwka Rzepkę, też czują zapach kapusty. W szatni, zamiast zdjęte z nóg trzewiki postawić w przeznaczonym do tego miejscu pod wieszakami, upychamy do tornistrów.

Mijają trzy lekcje i dyżurni, taszczą, uginając się pod jego ciężarem, wiadro z kapuśniakiem i dużą chochlę. Ustawiamy się na końcu kolejki, i z porcją zupy idziemy na koniec klasy. Dziewczynki rozprawiając o czymś zabierają się do jedzenia. Kilku chłopaków zakłada przemycone do klasy skórzane buty i za chwilę zacznie się ślizgawka. Mój wynalazek, nie mający sobie równego w głupocie. Na pokryte tłustym pyłochłonem, czarne od brudu deski podłogi, wylewamy kapuśniak, i tak zaimprowizowana ślizgawka nie ustępuje tej zimowej. Robimy zawody, kto dalej na niej pojedzie. Jako pomysłodawca mam zamiar zwyciężyć. Rozpędzam się na części podłogi bez kapuśniaku, jednak robię jeden krok za daleko, wpadam w poślizg i plecami oraz pupą wycieram podłogę aż pod samą tablicę. Po powrocie ze szkoły zdziwiona matka słyszy, że przewróciłem na ślizgawce i zastanawia się głośno w czym pójdę następnego dnia do szkoły. Jest maj, na podwórku pod 59 zaczyna kwitnąć kasztan.




Zbyt wczesna edukacja


Nareszcie zimowe ferie, głowa aż paruje od pomysłów jak wykorzystać wolny czas.

  • Mamusiu ja jestem umówiony ze Zbyszkiem na lodowisko, czy mogę?

Niespokojnie patrzę na zdecydowaną minę matki, zastanawiając się co mam na sumieniu. Przypomniałem sobie obietnicę rozpisania, jedynego zeszytu w którym miałem wieloprzedmiotowy groch z kapustą, na ładnie obłożone w „pakowy”papier oddzielne skarbonki wiedzy: a to do polskiego, a to do matematyki, a to w kratkę, a to w linijkę, a to gładki z włożoną rygą – bibułą.


Myślę:

  • Przecież przez dwa tygodnie tego nie zrobię. Mam w nosie całe te ferie, już wolę chodzić do szkoły, i tam sobie przyjemnie odpoczywać.

Wyrok jest nieodwołalny. Ziewając, całkowicie zniechęcony do życia z jego okrutnymi przejawami, zaczynam rysować w zeszycie do biologii jakiegoś pantofelka.

.....................................................................................................................................................


Po wielu, wielu latach, gdy Leszek otrzymał nominację profesorską, rozmawiając z pełną radości i dumy, już bardzo schorowaną matką, powiedziałem że mam do niej pretensję.

Na jej pełne niepokoju pytanie: „o co?”. Odpowiedziałem z poważną miną, że jestem tylko prostym inżynierem, bo za wcześnie poszedłem do szkoły, ponieważ uczenie się sprawiało mi przyjemność dopiero w wieku 45 lat i to był właściwy moment rozpoczęcia nauki. Rozległ się śmiech matki, przechodzący w kaszel.

                                                                                                                   Ryszard Serce


Dodaj komentarz Pokaż komentarze     komentarzy: 3






użytkownik
hasło
 
Zaloguj              
KontaktZbiory prywatne