Bogumił Pijanowski
Teksty grupy literackiej AKANT i inne nadesłaneO stronieTeksty własne,wiersze i prozaTeksty grupy literackiej AKANT i inne nadesłaneFotografieBlog hyde park







































* * *

 

Malutki domek

otoczyły bloczyska pękate.

Rozpasane, ważne, kokosze

Pstrokate.

Zasłaniają dzieciom słońce,

nastroszyły się drutami

z hulaką, czarcim wiatrem,

pakt rozczochrany podpisały.

 

Cieszą się obskurnym tynkiem,

wymazanym sprayem.

Ławeczkami,

wciśniętymi kulawo

w murawę.

Mizernymi kwiatkami,

trawnikiem pełnym

śmieci.

Naburmuszone,

zachęcają do śmiecenia

osiedlowe

dzieci.

 

Pełno petów.

Śmierdzi.

 

Nie wytrzymał domek,

zaczęło go to mierzić.

 

Dymkiem z komina zaczął maić bajeczkami.

Śpiewał rozeschniętymi starymi schodkami,

przepychał się przepysznym ogródkiem majowym,

zwabił wróbelki rozćwierkane w tańcu ich godowym,

malwy na straży ogródka postawił,

kózkę wypuścił na soczystą trawę.

I patrzył

i wołał

kłapiąc okiennicami:

 

- Dzieci chodźcie do mnie

  pobawię się z wami.

  Wypłyniemy na chmurce do czarnej Afryki,

  zobaczymy słonie, żyrafy, kraj dziki.

  Albo!

  polecimy na dziurawym dywanie

  w kosmos, daleko, w krainy nieznane… -.

 

To wszystko mamy w telewizji – powiedziały dzieci

i poszły przed blokiem nudzić się i śmiecić.

 

 

Róg Jeżowej, a Malinowej

 

Rząd domów, dumnie wspartych

na kosturze lasu.

Drapieżnymi parkanami okryte.

Wyniosłe, kłótliwe

pysznią się po strych.

 

Nad czapami dachów

strąki druciane,

upychają do domów

zakręcony świat.

 

A za rogiem

mały domek,

on też chce do szeregu

płotkami rozpycha nawał lasu

przymróżonymi roletkami

wabi

iskierki pocałunki

wypuszcza z komina.

Uchylił drzwi

kusi fiołkową muzyką.

                                           Jola Jaśkiewicz

 

                                              *      *      *

 

 

Poniżej cztery różnorodne utwory nadesłane przez autorkę w lipcu 2011 r.:

 

 

Wierszyk o forsycji - parafraza utworu ks. Józefa Baki ”Młodym uwaga”

 

Nie do lasu jest stworzona

ładna niby młoda żona

Forsycja,

banicja

zapach raju

Umrzesz w maju

Dzwoneczki

dzieweczki

Śpiewanie

Konanie.

Czy ty kwiat, czy ty wiosna?

Czy ty tutaj będziesz rosła?

„Śmierć jak kot

Wpada w lot”

Bierze co popadnie.

W dzień czy w noc

Słabości moc

I na ciebie spadnie.

  Myśli wrona

  jak to ona

  sadząc tyłek

  na twe łona:

  Tobie, w głowie wieczne chryje

  Wszyscy umrą. Ja przeżyję.

  Trawa rośnie.

  Już po sośnie.

  A śmierć kroczy

  W twoje oczy

  już jest blisko

  to łotrzysko

  wyrwie z nocy

  sen uroczy

  poturbuje

  wyśrubuje

  gdy przeżuje

  to wypluje.

Ej! wroneczki
Jak kwiateczki
śmierć życiem się nie chwali

Gdy wybierze w serce wali

Pozrzyna was

Pościna

Dziurawa

Pierzyna

Piła,

Zwierz 

Lis

Czy pies.

Nie na dęby

Ich ostre zęby.

 

 

 bajka

 

Żaliła się żaba do wielbłąda.   

Tobie to się wiedzie

Wędrujesz sobie po pustyni

Nikt cię nie przejedzie

Masz garby na wodę,

kopyta,

łazisz sobie wolno

o drogę nie pytasz.

A ja?

nie mam zbiornika.

korzystam z publicznej sadzawki,

a tam nie zawsze jest woda,

często wysychają mi łapki.

Błoto? jest

za drogą,

a na drodze auta,

gdybym miała kopytka

szybciej bym dotarła.

Na to wielbłąd rzecze

co ty wiesz moja droga

ja - noszę bagaże

ciężkie jak  cholera

a Ty - nosisz na grzbiecie

swego kawalera!

 

Jaki morał z tego moi drodzy wynika?

lepiej suszy się poddać i poszukać błota

niż brać na swe barki leniwego chłopa

 

 

 

Moje wakacje.

 

          Wakacje. Wymarzony wypoczynek. Czynny albo bierny wszystko jedno, grunt aby zostawić pracę i się nareszcie pobyczyć.  Dla tych, którzy chodzą do pracy, hasło to jest jednoznaczne i zrozumiałe - wakacje to antrakt od roboty.

A co one oznaczają dla mnie? Dla osoby wolnej. Emerytki, która robi w kółko to samo, latem czy zimą. Sprząta, gotuje, pierze, prasuje, jest na gwizdek dla domowników?.  Więc co to jest? Czy to jest cały czas praca?. Czy latem, są to już wakacje?.

Domownicy moi uważają, że cały czas mam wakacje bo jestem na emeryturze. Nawet zazdroszczą mi, że ja już nic nie muszę. Akurat nic nie muszę. Muszę.  A widział ktoś emerytkę, która ma wolny czas?.

- Przypilnuj wnuczka - mówi córka -  świetlice zamknięte, nie mam co z nim zrobić, ja muszę jechać do pracy, a ty nie.  Prawda.  Ja do pracy nie idę.

Kiedy zmęczona jadę do domu po „tych moich wakacjach u niej” tylko kąpiel i łóżeczko  mam w głowie, a tu, słyszę od progu:  zrób kolacje, w jadalni się rozlało, nie wyprałaś mojej koszuli?, jak ja jutro pójdę do pracy.  Wstyd.

Siedzę w domu, nie pracuję, a dom zapuszczony. Więc pełna wyrzutów sumienia, współczucia dla ludzi pracy, biorę się ostro po jednych „wakacjach” za drugie „wakacje”.  

Gdy  wszyscy już śpią, siadam w kuchni,  robię sobie herbatkę, pralka dudni jeszcze w łazience, a ja nareszcie mam czas, aby pomyśleć, pomarzyć;

- co kupić jutro na obiad, trzeba poukładać bieliznę, warto by było poprasować, wypielić ogródek -.  U..u..u.u  szykują mi się znowu  wspaniałe „wakacje”.

Niekiedy, to tak sobie myślę. Wakacje to nie dla ludzi wolnych  takich jak ja, one zarezerwowane są wyłącznie dla ludzi którzy pracują. A, co ja, do cholery  robię? Ja nie pracuję?. Do Ameryki jeździ się do pracy na sprzątanie i tam można sprzątając pracować? A u nas nie można?.

Dopiero wnuczek mi to wytłumaczył – babcia do pracy się jeździ.

O.K.  jadę więc na wczasy popracować, a wy w końcu powakacjujcie trochę w domu.

 

jola jaśkiewicz

 

 

 

Polana

 

Niebo w bezkresie błękitem ucieka,

a polana, kolorem przydusza je,

 przyćwieka,

i woła i gra radosnym bezmiarem.

- Na mnie spójrz, dla ciebie tonę kwiecistym bezgwarem.

 

Trawy kobierzasto wyścieliły się  puszyście,

zioła wiją się naparem,

rozkwitają liściem,

Mlecze – Zobacz! - ostre tarcze postawiły żuczkom.

Grożą. Groźnie patrzą rozgorzałą buźką.

Pszczoła,  zaślepieniem miodnym  rozgorzała

- do stokrotki

ta, słodkim rumieniem oblała się cała

i słucha…

jak  świerszcz, wyschnięty  tęsknotą godowego brzmienia

pośmiertne pożegnanie, jaszczureczce śpiewa.

 

Mak, dumnie stoi im strażnikiem na straży.

Skąd się wziął?.

Nie wiem.

Dzika grusza marzy……. –

wypachniona, za męża - ślubnie dano jej sosnę

co w gęstwinie lasu u progu łąki wyrosła,

wiatr kołysanką ją lekko kołysze….

Słyszysz  tę ciszę? .

Szelestem drzew owiana, pachnę ciemnym lasem

a ty,  gdzieś uciekasz, przeganiasz się z czasem.

 

Nagle, niebo umajone, żarem łąk gorące

chmurami się oblekło.

Zasłoniły słońce.

Żagielek co płynął na podniebnej fali

zaczął rozpływać się,

topnieć w nicości, oddali,

zamki się wzgórzyły w kłębiastych zaroślach,

zatoka, zatopiła w morskich wodorostach,

błyskawice ostrzem przeszyły chmury,

rozdarły je na strzępy, wyżłobiły dziury.

 

Wylały się łzawym łkaniem

byty niezjednane.

Wściekłym tańcem, tupotem - zbezcześciły polanę. 

 

 

                                               Jola Jaśkiewicz

 

 

 

Dodaj komentarz Pokaż komentarze     komentarzy: 0


***

Kolęda/Kołysanka

 

Zapraszam Cię Jezu do siebie

W mym sercu kołyskę wyścielę

Obtulę miłością

Okryję radością

Skarbów dam ci wiele

 

     Dam konika bujanego

     i pajacyka wesołego

     Dam z choinki bombeczkę

     i świąteczną gwiazdeczkę

 

Zapraszam Cię Jezu do siebie

W moim sercu kołyskę wyścielę

Okryję miłością

Obtulę radością

Będziesz miał jak w niebie

 

***

 

Dobrze żeś się Jezu w naszej Łodzi zrodził

Zobaczyłeś  jak to bieda wśród bogactwa chodzi

Tu scheiblerowski blichtr, a tutaj slumsy robotnicze

Tu paniczek, a tutaj biedne smutne dziewice

 

Teraz nie inaczej - z tą jednak różnicą                   

Że nie ma paniczków i nie każda jest dziewicą

                                                                     JOLANTA JAŚKIEWICZ 

 

24.12.2011

Dodaj komentarz Pokaż komentarze     komentarzy: 0






użytkownik
hasło
 
Zaloguj              
KontaktZbiory prywatne