Bogumił Pijanowski
Teksty grupy literackiej AKANT i inne nadesłaneO stronieTeksty własne,wiersze i prozaTeksty grupy literackiej AKANT i inne nadesłaneFotografieBlog hyde park







































* * *

Mój kraj

 

Gdzie brzeg piaszczysty i wysokie skarpy,

Gdzie dąb pochyla swą koronę czystą,

Gdzie sterczy sosny pień pół rozdarty,

Tam pieśń dziś płynie, od Krakowa, Wisłą.

 

Gdzie trud znojny doceniony bywa,

Gdzie czarne złoto płynie w nasze domy,

Gdzie dobrej woli wciąż ludziom przybywa,

Tam wieżom z krzyżem niesiemy pokłony.

 

Gdzie koń spocony ciągnie pług ochoczo,

Gdzie wierzby wiechy trzymają nad wodą,

Gdzie snopy zboża przepięknie się złocą,

Tam nasze życie wbrew codziennym trudom.

 

Gdzie dzieci niosą swój ciężar w plecaku,

Gdzie starzec uczy sadzić płodne drzewa,

Gdzie chłopcy grają w piłkę przy trzepaku,

Tam nasza ziemia ukochana śpiewa.

 

Gdzie matki wiodą dzieci na przechadzkę,

Gdzie ptak swe gniazdo wije bez obawy,

Gdzie dwoje młodych drży przed pierwszą randką,

Tam się marzenia tworzą, jak obrazy.

 

Gdzie dziecko siada na jesiennym słońcu,

Gdzie gęsi grają przed wieczornym spaniem,

Gdzie zapach chleba dogania nas w końcu,

Tam kraj mój drogi i tam też zostanę.

 

                                            20.01.1981 r.

 

 

Gdzieś tam…

 

Gdzieś tam daleko słońce, pogoda,

Gdzieś tam podróże, rozrywki, bale,

A tu - codzienna z życiem przygoda,

Takie codzienne, gorzkie życie.

 

Gdzieś tam marmury wygładzone,

Gdzieś stoją, chwaląc władców mądrych,

A tu – kolejki wygłodzone,

W kieszeni trochę marnych drobnych.

 

Gdzieś tam – daleko – uśmiech wita,

Gdzieś tam neonów blask przyciąga,

A tu nie najesz się do syta

I ciągle burza skądś nadciąga.

 

Gdzieś tam – daleko – dzieci widzisz,

Gdzieś tam zadbane, silne zdrowie,

A tu przed dzieckiem swym się wstydzisz,

Że nad talerzem łamiesz głowę.

 

Gdzieś tam – daleko – są wakacje,

Gdzieś tam beztrosko ludzie żyją,

A tu już nie znasz, co atrakcje

I tylko wszyscy troski kryją.

 

Gdzieś tam niech pojadą już – daleko –

Gdzieś tam, skąd tutaj nie powrócą

Ci, którzy słowa wciąż kaleczą

O drugiej Polsce i nas kłócą.

 

Gdzieś tam…

 

                                         29.10.1981 r.

 

Gdzież się podziały…

 

Gdzież się podziały wiatraków ramiona

Wiatrem rozchwiane, widniejące z dala

Nad horyzontem? Gdzie usiądzie wrona

Strudzona lotem, gdzie spocznie ospała?

 

Gdzież są żurawie skrzypiące mozolnie

Nad studnią z drewna omszałą, głęboką?

Czyżby już ręce zaginęły zdolne,

Które swą pracą tak cieszyły oko?

 

Gdzie beczki złotem jaśniejące w rzędzie,

Co kolebały się na wozie starym?

Przecież i dęby jakby mniejsze wszędzie.

Czyżby duch czasu swe złe rzucił czary?

 

Gdzie się podziały nastroszone strzechy,

Z broną pod gniazdo bocianie rzuconą,

Kogo przedrzeźniać mają dziś pociechy,

Kiedy bociana nie ma ze swą żoną?

 

Gdzież znów odeszły donice gliniane –

Te, z których mleko tak bardzo smakuje

I te naiwne wzory w nie wpisane,

Gdy dłoń w nich błądzi, a oko raduje?

 

Gdzież malwy strojne przed ścianą bieloną,

Gdzież serca w ciemnych, z drewna, okiennicach,

Gdzież okna białą koronką zdobione?

Brak mi jest tego na miasta ulicach.

 

Gdzież jeszcze tylko, to koguta pianie,

Który się budził ze snu tuż po świcie?

Przywróćmy ziemi, co jej odebrane,

Bo to jest również moje, twoje życie.

 

 

Lenistwo

 

Kładę się w siano upalnym latem,

A łąka świeżo skoszona pachnie

Tysiącem różnych zapachów kwiatów.

Czuję, jak ziemia oddycha, kwitnie.

 

I sen mnie morzy krótki, spokojny,

I nic nie boli, i nic nie trzeba.

Choć gdzieś daleko pracy czas znojny,

Czuję się wolny patrząc w toń nieba.

 

Tak jest przyjemnie w trawę zanurzyć

Dłonie rozgrzane słońcem i ziemią

I tak przed sobą duszę otworzyć,

Wydobyć swoje marzenia z cienia.

 

Tuż obok przysiadł owad ciekawy

Ciebie, stworzenia jakże innego.

Będę dzisiaj dla niego łaskawy,

Niech patrzy na mnie, dziś szczęśliwego.

 

I tak, w upalny dzień krótką chwilę,

W spokoju, w ciszy i w cieple słońca

Pogadam sobie z barwnym motylem

O mnie i o nim, aż do dnia końca.

 

                                 07.07.1981 r.

 

 

Jesień w górach

 

Wiesz, kochanie, jesień w góry przyszła,

Tak dawno nie byliśmy gdzieś jesienią…

W potokach woda zimna, kryształowo czysta

I drzewa się okryły złotem i czerwienią.

 

Błękit nieba powoli chłody zapowiada,

Pamiętasz naszą pierwszą wędrówkę przez świat?

Siedzę tu, na kamieniu i do siebie gadam.

Właśnie chyba pstrąg skoczył i znów w wodę wpadł.

 

Taka cisza i spokój, jakby czas się wstrzymał.

Chciałbym go trochę tobie przywieźć i darować

I przytulić cię mocno rękami obiema,

I całą, cicho stojąc, prawie w sobie schować.

 

 

Przyjemność

 

Malucha rączka zastyga na chwilę,

Kiedy dotyka kociego futerka,

Ostrożnie głaszcze, śmieje się do siebie,

To i odkrycie i ciekawość wielka.

 

Nieśmiałe najpierw odbieranie ciepła

I kocia, niby łagodna uległość.

Kotek przypadkiem rączę dziecka skrobnął,

A już się rączka uzbraja w ostrożność

 

I głaszcze, ale cofa się też czasem.

Jakby zabawa, a trochę badanie.

Malec się śmieje pełnym szczęścia głosem,

Gdy słyszy kocie, leniwe mruczenie.

 

I tak się uczy zwierzątka małego,

I tak mu rączki wciąż biegną do kota,

Cieszy się widząc go szczęśliwego.

Dla mnie to miodu, miodu kropla złota.

 

 

A życie płynie

 

Życie płynie, układa się lub nie układa

I dzień za dniem wciąż mija, jak to bywa często

Z drobnych chwil i chwil ważnych na co dzień się składa,

I na przyszłość nieznaną kładzie mgłę, mgłę gęstą.

 

Chodzimy w coraz wyższym lesie, tym przed nami,

Co razem z nami urósł, razem się zestarzał.

Coraz bardziej tu, teraz, czujemy się sami,

A drzewa coraz wyższe rosną. Któż im kazał?

 

I zaduma nad czasu mijaniem się rodzi,

Czemu on tak przeminął, nie wiadomo – kiedy?

I czemu się zamyślam patrząc w czas miniony?

 

I czemu tak mi trudno jest się z tym pogodzić?

Może mi coś zostało jednak z tamtych czasów,

Może żal lat młodych, może młodych lasów?

 

 

Godzina zmierzchu

 

Godzina zmierzchu przychodzi, jak co dzień,

Dziękujesz Bogu za przeżyte chwile,

O dłoń opierasz skołataną głowę.

Serce pokryłeś niepokoju pyłem,

 

Że jutro znowu samotnie wyruszysz

Na życia drogę pod górę kamienną

I tylko jeszcze nadzieją się łudzisz,

Że góra mała, że kamienie zmiękną.

 

Idziesz samotnie, wyda się bezbronny,

Gdy cię potrącą nieuważni w pędzie,

Ale to tobie swą ufność dozgonną

Ptak ofiaruje, gdy na ramię siądzie.

 

 

                                               Jan Piotr Iwański

Dodaj komentarz Pokaż komentarze     komentarzy: 2






użytkownik
hasło
 
Zaloguj              
KontaktZbiory prywatne