Bogumił Pijanowski
Blog / hyde parkO stronieTeksty własne,wiersze i prozaTeksty grupy literackiej AKANT i inne nadesłaneFotografieBlog hyde park










































































Z Krakowa.

27 kwietnia 2016 r.

   Ubiegłotygodniowy pobyt w Krakowie przypomniał mi moje osobiste kontakty z „Piwnicą pod Baranami”, która w tym roku obchodzi jubileusz sześćdziesięciolecia.

   A zaczęło się od tego, że w latach sześćdziesiątych spotkałem przypadkowo na ul. Piotrkowskiej Piotra Skrzyneckiego w charakterystycznym, słomkowym kapeluszu i w czarnej pelerynce. Zaczepił mnie i poprosił, abym zaprowadził go do Klubu „Pod 77”. Właśnie tam szedłem (byłem wówczas członkiem rady klubu, a potem nawet autorem pracy magisterskiej o „siódemkach”). Piotr bez ceregieli przeszedł od razu ze mną na Ty. Był bardzo bezpośredni i z wieloma „bratał” się bardzo szybko.

   Rok później ( 1967 r. ?), byłem w Krakowie z dziewczyną próbując szturmować wrota „Piwnicy”. Maleńkie pomieszczenie było wypełnione po brzegi. U „wykidajły” powołałem się na znajomość z Piotrem. Po paru minutach zjawił się przy drzwiach sam Skrzynecki i kazał nas wpuścić. Staliśmy potem ściśnięci, jak śledzie, bo miejsc siedzących już brakowało. Byłem zauroczony: Demarczyk, Maurer, Święcicki, Zachwatowicz, Długosz, Dymny… i wielu, wielu innych znakomitych, krakowskich artystów. Wspaniała atmosfera! Niezapomniane chwile. Na widowni, w pierwszych rzędach ówcześni dygnitarze (zdaje się wśród nich nawet Józef Cyrankiewicz), którzy rozbawieni oklaskiwali ostre, polityczne dowcipy. Tego z Łodzi nie znałem.

   Chyba z rok później zorganizowałem wycieczkę studencką specjalnie na występy „Piwnicy”. Wracając cały autokar śpiewał piosenkę „O taka głupia, to ja już nie jestem…” wykonywaną wówczas w „Piwnicy” przez Krystynę Zachwatowicz.

   W 1970 r. (już z żoną) znowu odwiedziłem kabaret i ponownie, dzięki powoływaniu się na Piotra Skrzyneckiego, oglądaliśmy kolejny program z udziałem wielu wspaniałości.

   W 1973 r., jako Kierownik Wydziału Kultury Łódź-Polesie sprowadziłem „Piwnicę pod Baranami” na występy w Łodzi. Postarałem się o udekorowanie Sali w Domu Kultury na ul. Wapiennej w stylu piwnicznym wypożyczając kukły i dekoracje z Teatru „Pinokio”. Zaproszenia dostali działacze kultury, w tym również działacze PZPR. Jedną z piosenek śpiewanych przez Aleksandrę Maurer Piotr Skrzynecki zadedykował mnie i moje żonie. Sala pękała w szwach. Brawa, wesołość, wzruszenia artystyczne itd. Niestety, dla „czerwonej” wówczas Łodzi było to niestrawne politycznie i po tej imprezie pozbawiono mnie funkcji Kierownika Wydziału dając mi tzw. „kopa w górę” przenosząc z funkcji kierowniczej w dzielnicy na szeregowego wizytatora w miejskim kuratorium.

   Bywałem jeszcze potem w „Piwnicy” kilka razy. Wspominam wspaniałe występy (Anna Szałapak, Halina Wyrobek, Jacek Wójcicki…). Sentyment, jest sentymentem. Teraz ponownie odwiedziłem to cudowne miejsce. Miałem teraz ogromną przyjemność porozmawiania z Panią Aleksandrą Maurer. To bardzo ciepła, urocza artystka. W prowadzonym przez nią pensjonacie goście czują się wspaniale. W rozmowie przypomnieliśmy sobie, jak to po zorganizowanym przeze mnie w Łodzi występie piwnicznym część artystów pojechała na nocleg do domu znanego reżysera Feriduna Erola (znam go osobiście, a z jego bratem Kubą chodziłem do tej samej klasy w liceum). Tam wilczur gospodarza odgryzł wybitnemu kompozytorowi Zygmuntowi Koniecznemu kawałek nosa i go zjadł. Rekonstrukcji nosa dokonali łódzcy chirurdzy pobierając mu część ciała z pośladka. Chwała więc łódzkim lekarzom.

   Tę ostatnią historię potwierdził Leszek Długosz, którego kiedyś też sprowadzałem na występy do naszego grodu w ramach prowadzonego przeze mnie w latach dziewięćdziesiątych impresariatu.

   Załączam „dokument” z 1973 r., który wkleiłem kiedyś do swojego albumu. Jest to wycinek z „Dziennika Łódzkiego”. Na zamieszczonym zdjęciu siedzę z moją Zosią (ta brunetka obok mnie w czarnej sukience w pierwszym rzędzie podczas występu „Piwnicy”). Obok, jedno miejsce dalej siedzi były prezydent miasta Łodzi Józef Niewiadomski. Oczywiście na tym skanowanym z gazety zdjęciu trudno nas rozpoznać.

                                                                                                                                                        Bogumił Pijanowski
Dodaj komentarz Pokaż komentarze     komentarzy: 0






użytkownik
hasło
 
Zaloguj              
KontaktZbiory prywatne