Bogumił Pijanowski
Blog / hyde parkO stronieTeksty własne,wiersze i prozaTeksty grupy literackiej AKANT i inne nadesłaneFotografieBlog hyde park










































































CZERWIEC 2009. * * *

   Pod namową znajomych, przy protestach żony zdecydowałem się na kandydowanie do lokalnej rady nadzorczej spółdzielni mieszkaniowej. Zebrania wyborcze rozłożono na cztery części. Wczorajsze skończyło się o drugiej w nocy. Stare nawyki społecznikowskie wzięły we mnie górę. Zosia mówi: - Boguś po co ci to na stare lata? Ma zapewne rację. Mnie zaś przypomina się wiersz, który napisałem jakieś pięć lat temu:

 

Wyboerzmy społecznika

Pomieszanie z poplątaniem.

Wszyscy swoje, wszyscy w cieple.

Podejrzliwi są nawzajem

I spode łba patrzą wściekle.

                                 - Sam? Nie! Chyba, że zapłacą.

                                 - Tamci winni proszę Pani.

                                 - Niech tam inni czas swój tracą!

                                 - Coś społecznie? Róbcie sami!

- Dobrym słowem się nie naje!

- Dorwał się do żłobu pewnie!?

- Mnie tam darmo nikt nie daje!

- Niech Pan działa, lecz beze mnie.

                                  - Pan powinien. Pan bezsprzecznie.

                                  - Przecież wybierałam sama.

                                  - To, że działa pan społecznie,

                                  To jest zaszczyt, proszę pana.

- Huzia na Józia! Kozła mamy!

- Złóżmy go w ofierze wspólnie!

- My tymczasem poczekamy

W domciu, w którym tak przytulnie.

                                    A tymczasem (między nami) -

                                    Miejmy groźbę tę na względzie -

                                    Nim się spostrzeżemy sami,

                                    Społeczników już nie będzie.

 

                                                             Bogumił Pijanowski

 

Dodaj komentarz Pokaż komentarze     komentarzy: 0


CZERWIEC 2009. Plener poetycki "Akantu".

Plener poetycki „Akantu” 06.06.2009 r.

 

Liczą się zawsze chwile aktualne. To co było zapominamy szybko. Wpisuję więc na bieżąco wrażenia z dzisiejszego dnia. Pojechaliśmy autokarem z niezbyt liczną grupą członków Grupy Literackiej „Akant” do poety Jerzego Nadratowskiego, który ma swoją „Nadratówkę” koło Sieradza. Pogoda dopisała. Uczestnicy nie byli najmłodsi, ale duchem mogą rywalizować z młodszymi, którzy tym razem zostali przy telewizorach. Niech żałują. W słońcu zostaliśmy gościnnie przywitani przez gospodarza chlebem i solą. Zadbano, abyśmy nie byli głodni. To zasługa dwóch uroczych pań. Żurek i sernik były bardzo smaczne. Uczestnicy też co nieco przywieźli. Pani Basia miała w tym dniu 79 urodziny. Przygotowała wspaniałe ciasto i trunek. Były i butelki szampana z okazji zbliżających się imienin Bogumiła oraz wódeczności związane z minionymi imieninami Jerzych. Podziwialiśmy przepiękne otoczenie „Nadratówki”, a potem uczestniczyliśmy przy pieczeniu kiełbasek na ognisku. Lekki deszczyk dostosował się widać do atmosfery pleneru, bo część artystyczna w sposób naturalny zgromadziła wszystkich pod dachem obszernej altany, gdzie słowa strof Kamila Cypriana Norwida i Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, w doskonałej interpretacji Ewy Karaśkiewicz, Barbary Dzido-Lelińskiej i Jerzego Nadratowskiego brzmiały niezwykle przejmująco. Wierszom towarzyszyły śpiewy ptaków i pomrukiwania zachwyconych piesków. Parę zdjęć z tej eskapady załączam w części fotograficznej na tej stronie.

                                                                                           Bogumił Pijanowski

Kiedy umrze ostatni poeta

 

Kiedy umrze ostatni poeta,

Słońce spowije gryzący dym,

Zniknie uniesień barwna paleta,

Umilkną wiersze, przepadnie rym.

 

Kiedy ostatni poeta padnie,

Świat oszaleje. Ja chyba też?

Trudno przewidzieć, kiedy dokładnie?

Powiedz mi serce, o ile wiesz!

 

Nim to nastąpi, kupię litr wódki,

Paciorek zmówię i na mszę dam.

Chciałbym tej klęski przewidzieć skutki,

Spokojnie krocząc do niebios bram.

 

Może bym wcześniej coś wam przekazał,

Jako testament dla chmurnych głów?

Może bym zrobił kolejny kawał,

Lepiąc go zręcznie z przeróżnych słów?

 

Ach! Kiedy wymrą wszyscy poeci,

Jak opętane zwierzę zacznę wyć.

Wszystko się w mioim świecie rozleci,

Tęskniąc, przestanę na jawie śnić!

 

Więc nie umieraj poezjo miła!

Bądź świeża, mimo upływu lat.

Niech się odwlecze nieszczęsna chwila.

Cóż wart bez Ciebie ten boży świat!?

 

7 czerwca 2009 r.

  

                             Bogumił Pijanowski

   

 

Dodaj komentarz Pokaż komentarze     komentarzy: 0


Nadmiar i niedosyt

Nadmiar i niedosyt

    Czerwiec. Wiosna w natarciu. Zieleń wokół. Nasze pozimowe zmartwienia ożywia perspektywa rozkwitu. Będziemy więcej podróżować. Warto więc jest się zastanowić nad tym, co dzisiaj jest regionalne, co ogólnopolskie, europejskie i co światowe. Mam i ja na ten temat swoje przemyślenia. Czy trafne? Nie wiem. Napiszę, co czuję.

    Dzisiaj Internet pozwala – praktycznie bez ograniczeń - na produkowanie się różnego formatu twórców. Nie sposób ogarnąć zapisanego w ten sposób oceanu literackich i innych artystycznych dokonań. Słabo w tym świecie działa prawo autorskie, więc często nie wiemy, kto daną rzecz napisał. Zdumienie budzi, ileż to anonimowych publikacji krąży w owym wirtualnym świecie. Różnorodność filmików, pokazów, dowcipów, zdjęć i innych dokonań nieznanych nam twórców jest niesamowita. Otrzymuję dziennie od dziesięciu do dwudziestu takich ciekawostek. Rozpiętość tematyczna ogromna. Kraje pochodzenia różnorodne. Oczywiście przeważa sex, ale są i tematy religijne. Obok piękna, brzydota. Przy rzeczach interesujących, sprawy miałkie i nudne. Ludzkość otrzymała niezwykłe narzędzie. Maniacy produkują, co chcą i jak potrafią. Jest tego tyle, że człowiek staje się bezradny przy takim nadmiarze.

    Przypominają mi się czasy, kiedy w Polsce na półkach był tylko ocet. Marzyłem wtedy o maszynie do pisania, a żona o butach. Maszyn u nas nie było lub je zamykano w firmach na kłódki, aby wróg ideologiczny z nich nie korzystał, a buty były na kartki. Przygoda turystyczna zawiodła nas wtedy na parę dni do Szwecji. Weszliśmy do magazynu w Malme i w części dotyczącej maszyn do pisania znaleźliśmy się wśród regałów, na których tych maszyn – różnych marek - były dziesiątki. Żona zaś wkroczyła w krainę z setkami butów. Nie mieliśmy pieniędzy, ale nawet gdyby były, to nie umielibyśmy w tej masie towaru wybrać to, co najlepsze. Teraz, z zalewem informacji komputerowej jest podobnie. To trochę tak, jak niegdyś, z wypisywanymi mozolnie kopiowymi ołówkami tekstami na ścianach ubikacji.

   Twórczość wychodkowych autorów kwitnie i ginie płowiejąc w fetorowej atmosferze miejsca. Niemniej muszę przyznać, że i w  świecie twórców komputerowych bywają dokonania godne podziwu. Nagle odkrywam, co „zmajstrował” ktoś na drugiej półkuli lub w zaciszu wiejskiej chatki. Czy tekst dostępny na całym świecie jest tekstem zaściankowym? Czy pasjonująca wielu Polaków, nasza rodzima telewizja może kogoś obchodzić w innym kraju, w innym języku i w innej kulturze? Tutaj lansowany gwiazdor mało kogo na świecie obchodzi. Czas też jest dla współczesnych nieubłagany. Mknie bezpowrotnie. Czy warto go poświęcać na te różnorodne ciekawostki? Skoro nie można wszystkiego, to może warto wybierać w mniejszym zakresie? Przecież tu i o przyjemność chodzi, o radość tworzenia, o radość przekazywania innym własnych przemyśleń i dokonań.

    Dzieliłem się już na tej stronie (Rozdział VIII REPORTAŻE WCZASOWE w tekstach własnych – „U przyjaciół z Weissach im Tal”) moimi wrażeniami z Weissach im Tal w Niemczech. Wspomniałem o moim przyjacielu Peterze Haussmannie. To artysta regionalny. Bardzo kontrowersyjny. Bardzo niezależny. Był w Polsce na zorganizowanym przeze mnie spływie kajakowym w latach osiemdziesiątych. Zapamiętałem, jak oparty o balustradę pomostu nad Jeziorem Nidzkim mówił mi banalne: „- Boguś pieniądze, to nie wszystko.”.

    Potem byłem w Weissach im Tal trzykrotnie. Miałem okazję stwierdzić, że Peter konsekwentnie realizuje to, co mówił. Wykuwa – dosłownie – swoją wizję artystyczną w kamieniu, drewnie, zardzewiałych metalach i przyozdabia gliną i glebą oraz czasem lekkimi, ptasimi piórkami. Niektóre jego rzeźby ważą tony. Burzą nasze poczucie wymuskanej estetyki. Takie dzieła nie nadają się na wystawy poza miejscem, gdzie powstają, bo problem z transportem byłby ogromny. Myślałem o pokazaniu tych prac w Łodzi, ale to zadanie przekracza możliwości sporego przecież miasta. Z zazdrością jednak odnotowałem, że władze lokalne w Niemczech potrafią zatroszczyć się o swoich artystów. Prace Petera zdobią pobliski Backnang. Władze lokalne zorganizowały mu szereg wystaw w Stuttgarcie, Schorndorf,  Ulm, Waibligen, Schwabisch Gmund, Backnang, Urbach i wielu innych miastach. Rzeźby Petera ustawiane są na wolnym powietrzu wielu miejscowości wokół Weissach im Tal. Tamtejsi mecenasi kultury zorganizowali artyście pracownię w Backnang i wspierają go finansowo. Jak na tamtejsze warunki, Peter nie dorobił się fortuny, ale może spokojnie realizować swoje wizje, doprowadził do uzyskania wyższego wykształcenia swoich dzieci i utrzymuje dom na przyzwoitym poziomie.

    W czasie tej samej eskapady odwiedziłem we Włoszech, w Rovereto Idę i Mauro Minetti. Ida maluje reprodukcje, ale jak maluje! To są kopie artystyczne! Jest amatorką. Malowanie jest jej pasją. Nie ma z tego tytułu ani rozgłosu, ani korzyści materialnych. Mauro zaś miłośniczo zbiera dawną broń. W jego zbiorach są niezliczone ilości białego i palnego oręża. Jego kolekcja uzbrojenia z minionych lat może wzbudzać zazdrość wielu renomowanych muzeów. Gromadzi je bez myśli o jakimkolwiek zysku, czy jakiejkolwiek sławie.  

    Wracając do dokonań literackich, to brak powstawania wiekopomnych dzieł trzeba również upatrywać w lenistwie. Lenistwo powoduje zmniejszającą się liczbę czytelników. Współcześni odbiorcy kultury wybierają muzy i media, które są lekkie, łatwe i przyjemne. Ślęczenie nad poważniejszymi pozycjami  pozostawiają molom książkowym. Czas wolny wypełnia telewizja, komputer i kolorowe czasopisma. Lenistwo czytelnicze pociąga za sobą lenistwo piszących. Skoro czytających mało, to czy warto tracić czas na pisanie? Ci, którzy są obdarzeni talentem i potencjalnie mogliby sięgnąć po Nobla, wiedzą ile czasu i wysiłku kosztuje siedzenie przy biurku i żmudne wypełnianie maczkiem literami białych kartek papieru.     

Tymczasem koturny będą tylko dla wybranych. Ktoś w nie wybrańców ubierze. Nie wszyscy będą na to zasługiwać i ogromna większość, którym się należą będzie jedynie o nich marzyć. Zresztą, czy warto o tych koturnach śnić? Jak wszystko na tym świecie, rozpadną się w pył. Za oknem maj. Przyroda wzywa. Jest tam piękniej bez zadęcia i marzeń o przystrajaniu skroni laurami.

 

                                                                                                           Bogumił Pijanowski

 

 

 

Peter Haußmann (ur. 1952),

artysta z Weissach im Tal tworzący na terenie Badenii-Wirtembergii.

 

 

 

 
Dodaj komentarz Pokaż komentarze     komentarzy: 0


CZERWIEC 2009. Dzień Dziecka

DZIEŃ DZIECKA – obok Dnia Matki najpiękniejszy dzień w roku. Słoneczny promyk w szarzyźnie codzienności. Wszystko co robią dorośli kumuluje się w trosce o pomyślność pokoleń. Nauka, kultura, praca i zdobywanie środków do życia tracą sens, jeżeli nie są ukierunkowane na rozwój. Miłość i seks też mają ten kierunek (uświadamiany, czy nie), bo o dziecko chodzi. Najpierw, aby było, a potem aby rodzice kochając się wzajemnie stwarzali dziecku świat miłości i poczucia bezpieczeństwa. Tyle ile dajemy dzieciom miłości, tyle przekażą kiedyś swoim pociechom. Troska o zdrowie, naukę i wychowanie towarzyszy rodzicom do końca życia. Martwią się, jak chcąc widzieć na ustach swojego dziecka uśmiech nie rozpieszczać go jednak nadmiernie? Jak uczyć, co dobre a co złe? Zbyt surowe wychowanie nie jest dobre, ale i modny do dziś na zachodzie pajdocentryzm przynosi opłakane skutki. Znalezienie właściwych recept jest rzeczą niebywale trudną.

Myśląc szerzej, przerażamy się słysząc, że są potwory ludzkie, które potrafią krzywdzić delikatną i kruchą istotę. Boimy się o ich bezpieczeństwo dowiadując się o przejawach okrucieństw i powiększających się obszarach zła. Na szczęście spotykamy również zdrowe, kochające się rodziny, w których kwitnie radosne dzieciństwo, któremu towarzyszy rozumna troska kochających rodziców.

Miękną nasze serca kiedy mówimy: synku, córeczko kochamy was bardzo! Słowa: kocham cię mamo, kocham cię tato, to najsłodsze słowa na świecie.

Dobrze, gdy i my zachowaliśmy w sobie trochę z dziecka.

 

1 czerwca 2009

                                                                                            Bogumił Pijanowski

Dodaj komentarz Pokaż komentarze     komentarzy: 1






użytkownik
hasło
 
Zaloguj              
KontaktZbiory prywatne