Bogumił Pijanowski
Blog / hyde parkO stronieTeksty własne,wiersze i prozaTeksty grupy literackiej AKANT i inne nadesłaneFotografieBlog hyde park










































































WRZESIEŃ 2010. U progu jesieni

   Lato za nami. Lato za mną. Mieliśmy je z żoną udane i barwne. Słowa piosenki „bo mnie jest szkoda lata…” brzmią mi banalnie w uszach, ale bardzo tu pasują. Upalne pogody lipca i sierpnia spędzone na wsi kieleckiej przedłużyły upały pod toskańskim niebem i na Chorwacji. Włochy, które odwiedziliśmy z Zosią po raz szósty, tym razem odsłoniły przed nami nowe pejzaże. Wszystkie te średniowieczne miasta i miasteczka w Toskanii, które teraz odwiedzaliśmy, na długo zostaną w naszej pamięci. Pobyt w agroturystycznym domu pod Montepulciano pozwolił nam na poznanie ziemi pełnej winnic, gajów oliwnych, cyprysów, pinii, cedrów i niezliczonej liczby różnych nieznanych drzew i roślin. Wegetacja roślinności jest tu wielokrotna w czasie jednego lata. Posadzone warzywa rosną w mgnieniu oka. Niebo jest prawie granatowe. Cykady wrzeszczą i wino uderza do głowy. Kosztowaliśmy tych win sporo. Ciekawie smakuje miejscowe wino „Nobile” i „Brunello”. Sery są chyba najlepsze na świeci. Salami świetne i w różnych odmianach. Oryginalne przyprawy drażnią nozdrza i podniebienie. Maleńkie kawy espresso tradycjonalne wypijane z dużą ilością cukru budzą zdziwienie Polaków przyzwyczajonych do żłopania czarnego płynu szklanami. I jeszcze wspaniałe lody oraz soczyste owoce. Sądzę, że teraz znamy lepiej "li ten kraj, gdzie cytryna dojrzewa…”. Przeplataliśmy wypoczynek ze zwiedzaniem. Wielokrotnie spacerowaliśmy po Montepulciano, które pustoszało pod koniec sierpnia bo ubywało w nim tłumów turystów. Zresztą podobnie, jak i w innych odwiedzanych przez nas miastach: Pienzie, San Quirico d’Orcia, Montalcino, Sienie, Cortonie, Castiglione di Lago, Talimone itd. Kąpaliśmy się w Jeziorze Trasimeno i w Morzu Tyreńskim. Odwiedziliśmy wiele kościołów i zakamarków buszując wśród historycznych miejsc.

   Ze zdumieniem przyglądałem się ciężkiej pracy Renato – gospodarza domu, gdzie mieliśmy apartament. Wysoki, przystojny, liczący sobie już 75 lat Renato Del Santo tyra sam od świtu do nocy w straszliwym upale obrabiając swoje winnice, gaje oliwne, ogród warzywny i sady. Produkuje też własne „Nobile”. Ma dużo maszyn, koparkę, traktor, ciągnik na gąsienicach, ciężarówkę, jakąś maszynę do spryskiwania winnicy i drzew, kosiarki itd. ale i tak obsługa tego sprzętu to w naszym pojęciu o pracy jest mordęgą. Widać mu to wszystko służy, bo trzyma się zdrowo i jest pełen pogody ducha.

   Niespodziankę zrobili nam nasi włoscy przyjaciele z Rovereto Ida i Mauro. Pokonali ponad 420 kilometrów, aby się z nami zobaczyć. Razem pojechaliśmy do Saturnia (są tam ciepłe wody termalne opadające kaskadowo, tworzące baseniki i wodospady siarczane, gdzie można zażywać nietypowych kąpieli). Wspólnie zwiedziliśmy też malownicze Pitigliano.

   Do Chorwacji przedostaliśmy się razem z naszym autkiem promem z Ankony do Splitu i na tydzień zatrzymaliśmy się w Zatonie pod Nin. Tu już tylko pławiliśmy się w Adriatyku i wypoczywaliśmy korzystając z ciepła i słonecznej pogody.

   Po blisko miesięcznym wczasowania wróciliśmy wreszcie do Łodzi.

   Zdjęć zrobiłem strasznie dużo. Trudno wybrać. Nie wiem, czy starczy mi sił, aby część z nich „wklepać” na tę stronę.

    Pierwsze dni jesieni powitaliśmy z żoną na wsi kosząc trawę, szykując chatkę na zimę i sadząc drzewka oraz krzewy ozdobne.

    „Bo mnie jest szkoda lata…”

                                                                                             Bogumił Pijanowski

 

  

Dodaj komentarz Pokaż komentarze     komentarzy: 0






użytkownik
hasło
 
Zaloguj              
KontaktZbiory prywatne