Bogumił Pijanowski
Wiersze i prozaO stronieTeksty własne,wiersze i prozaTeksty grupy literackiej AKANT i inne nadesłaneFotografieBlog hyde park


















Felek artysta malarz

Felek artysta malarz

 

Wielką radość przeżył Felek.

Dostał farby i pędzelek,

A do tego blok kartonu!

Malowanie będzie w domu!

 

Sprawa całkiem oczywista,

Że wyrośnie zeń artysta.

Macha teraz pędzlem żwawo.

Raz na lewo, raz na prawo.

 

Że mu trochę nie wychodzi,

To nie ważne, to nie szkodzi.

Nie od razu jest się mistrzem.

Ma zadatki na artystę!

 

Namaluje dom i pieska.

Piesek, to ta mała kreska.

Zmarszczył czoło, tęga mina...

Teraz zrobi dym z komina.

 

Dym mu zajął pół kartonu,

I nie widać wcale domu.

Czerwień, zieleń. Ciach z palety!

 Pomieszały się niestety.

 

Wszystkie farby poszły w ruch.

Żółtą pac i czarną buch!

Nic nie szkodzi. Teraz trawa,

Słonko i skończona sprawa.

 

Kuzyn Zdziś, co już studiuje,

Naukowo rzekł: „- Malujesz,

Jak Picasso. Rewelacja!

Twoje dzieło, to abstrakcja!”

 

Mama krzyczy zaś: „- O, rany!

Cały jesteś upaprany!

Buzia w cętki, nos zielony.

Łokieć od farby czerwony!

 

Masz niebieską całą szyję.

Boże! Jak ja cię domyję!

Nawet bluzka! Ach! Niestety,

Także spodnie i skarpety.”

 

Potem było wielkie pranie

I Felusia szorowanie.

Ale Felek nie przestanie.

Jutro nowe malowanie!

 

                                                    12 maja 2004

                                                                              Bogumił Pijanowski

Dodaj komentarz Pokaż komentarze     komentarzy: 2


Swawolny dziadek

Swawolny dziadek

 

A mój dziadek to swawoli

I wymyśla różne figle.

Kiedy się w łazience goli

Też mam często nosek w mydle.

 

Często okulary gubi.

Opowiada śmieszne bajki.

Mówi, że wodę jeść lubi

I pić sobie dymek z fajki.

 

Opowiada różne cuda.

Zawsze mnie czymś tam rozśmieszy.

Kiedy mu się kawał uda,

To chichoce i się cieszy.

 

Lubi stroić śmieszne miny.

Po prostu, aż boki zrywać.

Świetnie razem się bawimy.

Ze śmiechu  trudno wytrzymać!

 

Niech się ponuracy leczą!

Z dziadkiem smutkom damy radę!

Więc jest oczywistą rzeczą,

Że śmiać lubię się, jak dziadek,

 

Który mówił do mamusi:

„Jeszcze dosyć mam wigoru,

Aby zaszczepić u wnusi

Cenne poczucie humoru!”

 

                                                                 Czerwiec 2004.

                                                                              Bogumił Pijanowski

Dodaj komentarz Pokaż komentarze     komentarzy: 0


Mała Li

NA DZIEŃ DZIECKA

Wiersz powstał na zamówienie mojej wnuczki Olusi, która wymyśliła, abym napisał jej coś o cytrynie.

 

Mała Li

 

Malutka ta dziewczyna

Jest żółta, jak cytryna.

 

Nad Żółtą Rzeką Jangcy mieszka

I żółty każdy jej koleżka.

 

Buzię też żółtą ma dziewczynka

I skośne oczy, bo to Chinka.

 

Choć rzadko Chinki, to blondynki,

Włosy są żółte u dziewczynki.

 

We warkocz żółty kwiatek wpina.

Sukienka również, jak cytryna.

 

Nawet buciki i zegarek

Ma całkiem żółte, jak kanarek.

 

Wołają na nią „Li Kurczaczek”,

Gdy gra w ping-ponga, albo skacze.

 

Kiedy na żółtym tle przystanie

Dostrzec ją trudno niesłychanie.

 

Powtarzam: ta dziewczyna

Cytrynę przypomina!

 

Lecz różni się czymś od cytryny,

Bo wcale nie ma kwaśnej miny.

 

Ładne, wesołe, jak słoneczko

I bardzo słodkie jest to dziecko.

 

Więc kocha małą Li mamusia,

Która też cała jest żółciusia.

 

                                   Łódź, 1 czerwca 2004 r.

                                                                           Bogumił Pijanowski

Dodaj komentarz Pokaż komentarze     komentarzy: 0


Z tomiku Bzykowisko

   Obok okładka tomiku BZYKOWISKO. Rysunki wykonał autor.

                                         Książeczka zawiera 20 pozycji. Autor szuka wydawcy i sponsora.

 

 

Komary

 

Czy to młody, czy to stary

Dobrze wie co to komary.

Z nich najgorsze są samice.

Spłoszą każdą okolicę.

Zamknąć okna, uciekajmy!

Tym krwiopijcom się nie dajmy!

Pokąsały właśnie ciocię,

Która skryła się w namiocie.

Stryjek, aż ze złości sapie.

Tata biega i je łapie.

Mama czymś tam nas smaruje.

Wujek je kadzidłem truje.

Wszędzie swędzi, bąbel piecze,

I wytrzymaj tu człowiecze!?

Za pomocą swego kapcia

Też poluje na nie babcia.

Jak nie trafi, to pomstuje,

I tak na nie pokrzykuje:

- Wynocha  małpy bzykliwe!

Małe to, a umęczliwe!

Wnusie moje mi zostawcie,

Bo was powybijam kapciem!

Drapie w plecy się sąsiadka.

Jeden w nos ukąsił dziadka!

- Dobrze chociaż - rzekł wuj Zbyszek -

Że nie ukłuł go widliszek.

W Polce raczej są nieliczne

Te komary malaryczne.

 

Wąsosz, 28.06.2007               

 

 

Ważka

 

Ćwierkały do siebie ptaszki:

- Problem z ważką jest dość ważki,

Bowiem szybka ta przechera

Sprawność ma helikoptera.

 

Tak potrafi sprytnie latać,

Że nie sposób jest ją złapać.

To zawiśnie nagle w locie,

To usiądzie gdzieś na płocie.

 

Potem nagle szybkim lotem

Uda, że jest samolotem.

Waży ważka mniej od ptaszka,

Stąd ją złowić nie igraszka.

 

Cięższy ptaszek się nasapie,

Zanim taką ważkę złapie.

- Tak, tak – powtarzały ptaszki –

Problem z ważką jest dość ważki.

 

 

Wąsosz, 29.06.2007

 


 

 

 

Bąk

 

Z pobliskich łąk

Nadleciał bąk,

Więc my w strachu,

Ale nie Stachu.

- Co tam bąk?

Poczym chwycił go do rąk.

- Przyjaciele,

Rzadko trzmiele,

Żądlą ludzi!

Owad ten sympatię budzi.

Słuchajcie, jak buczy,

Jak mi w garściach huczy.

Racja! – słyszymy

I Stachowi się dziwimy,

Że w ogóle się nie boi.

Jeszcze śmieszne miny stroi!

Bąk chce z dłoni się wydostać,

Lecz nie może temu sprostać,

Bo zamknięty jest, jak w klatce,

A wiec dudni w swej pułapce.

            *      *      *

Potem

Stasia zawołała Bronka.

Wtedy Stachu puścił bąka.

 

13.01.2008 r.                          

 

Cykl zamknięty

 

Oto gałąź, co usycha,

Bo jej liście zjadła licha.

Żarłok z lichy tej nie lichy

- liści zjadła ze dwie michy.

Teraz – jak co rok się zdarza –

licha nam się przepoczwarza

i na wiosnę te badyle

opuści piękny motylek.

 

Tak to często z czasem leci,

że z brzydkiego ładne wzleci.

 

Bywa także i odwrotnie:

ładne zmienia się okropnie

i choć ślicznym być się stara,

to wyłazi zeń poczwara.

Nie ma się co na to złościć.

Raz szkarady – raz piękności.

Cykl odwieczny. Nie ma rady.

Raz piękności – raz szkarady.

 

Wie, kto takie sprawy śledzi:

Często w szpetnym urok siedzi.

 

Październik, 2004 r.

 

Dodaj komentarz Pokaż komentarze     komentarzy: 0






użytkownik
hasło
 
Zaloguj              
KontaktZbiory prywatne