Bogumił Pijanowski
Wiersze i prozaO stronieTeksty własne,wiersze i prozaTeksty grupy literackiej AKANT i inne nadesłaneFotografieBlog hyde park


















Wychowanie za kratkami

Wychowanie za kratkami

 

     Więźniowie mawiają: ludzie dzielą się na tych, którzy siedzieli, na tych, którzy siedzą i na tych, którzy mogą siedzieć.

     Za kratki trafiają różni. Wśród aresztowanych oraz ukaranych prawomocnym wyrokiem pozbawienia wolności można znaleźć twarze notorycznych przestępców, ale i osób trafiających tam po raz pierwszy. Recydywiści kryminalni najbardziej obciążają pamięć. Nic dziwnego, u uczciwych ludzi wzbudzają przecież zdumienie i oburzenie. Dlaczego ludzie brną na ścieżkę łamania prawa? Co trzyma ich na marginesie społecznym? Co powoduje, że swym życiem obciążają społeczeństwo? Geny? Wrodzone skłonności kryminalne? Nie sądzę.

     Recydywa więzienna wyglądem nie różni się od innych przedstawicieli homo sapiens. Natura nie wypisała na ich twarzach piętna przestępstwa. Widuje się przecież nieraz bardziej „zakazane” wśród porządnych ludzi. Niejednokrotnie twarz wielokrotnie karanego sądownie przestępcy potrafi nawet budzić sympatię i zaufanie. Dopiero wgląd do akt więźnia nakazuje spojrzeć na niego inaczej. Dopiero wywiad środowiskowy, rozmowy z karanym i obserwacje jego zachowania w różnych sytuacjach, pozwalają zauważyć różnice.

     Praktycy penitencjarni potrafią jednak rozpoznawać więźnia i na pierwszy rzut oka, na podstawie mało widocznych dla laika szczegółów zewnętrznych. Mogą to być określone tatuaże, ślady różnego rodzaju więziennych samouszkodzeń, tzw, „sznyty”, czyli samemu wykonywane blizny na twarzy, „grypsera” słowna, czyli porozumiewanie się językiem „tajemnym”, charakterystyczny akcent mowy i specyficzny sposób poruszania się, gesty itp., a więc wszystko to, w co „przyozdabia się” kryminalista manifestując swoją odrębność, podkreślając swoją aspołeczną postawę.

     Wielokrotnie karany więzień, szpecąc twarz i ciało, kalecząc słownictwo, przywdziewając określony sposób zachowania się, uzewnętrznia swoją identyfikację ze światem przestępczym. W obliczu takiej postawy życiowej, smutne są widoki na skuteczną rehabilitację.

     Wśród recydywy więziennej najtrudniejszy problem stanowią młodociani. Wychowawcy mają tu najmniej satysfakcji pedagogicznych. W innych kategoriach osadzonych jakieś tam nadzieje można rościć, że ich praca nie idzie całkiem na marne.

     Wygląda na to, że wszystkie środki, którymi dysponują działy penitencjarne zakładów karnych pozwalają osiągać znikome rezultaty wychowawcze. Sposoby poznawania więźnia poprzez rozmowy, obserwacja, wywiady środowiskowe, rozmowy z rodzinami skazanych, czytanie korespondencji więźniów oraz oddziaływanie poprzez zajęcia kulturalno-oświatowe, rozmowy wychowawcze, system karania i nagradzania, ingerowanie w różnorodne sytuacje podopiecznych, selekcja więźniów, wdrażanie do pracy, uczenie dyscypliny, ładu i porządku itd., wszystko to, w zestawieniu z zagęszczeniem cel, masą problemów i ograniczeniami czasowymi, to stale za mało. A przecież w stosunku do recydywy żadnych zabiegów wychowawczych nie jest za dużo.

     We mnie świat przestępczy obok grozy, wzbudza uczucie szczególnej litości. Szczególnej, bo nie sankcje karne, jakie za swoje przestępstwa ponoszą jest jej przedmiotem, lecz identyfikowanie się tych ludzi ze złem i uparte, bezsensowne komplikowanie sobie całego życia. Cóż, że chcemy w każdym skazanym widzieć człowieka, że społeczeństwo ma nadzieję odmiany nawet u najzatwardzialszego złoczyńcy, kiedy on sam nie pragnie się zmieniać.

     Czasy galer minęły bezpowrotnie i nie jest dla nikogo tajemnicą, że warunki odbywania kary stają się coraz bardziej humanitarne. Oczywiście kara musi być karą i bywa bardzo  boleśnie odczuwana. Przedmiotem mojego współczucia jest jednak człowiek, osobnik ubogi moralnie, zagrażający społeczeństwu bez racjonalnego sensu. Człowiek brnący drogą, z której trudno go zawrócić, z której często nie ma już powrotu. Stanowisko postępowej służby więziennej można tu porównać do postawy lekarza. Wiadomo, że chorego nieuleczalnie nie da się uzdrowić, ale należy działać tak, jakby to było możliwe. A nuż się uda! Właśnie takiej postawy oczekujemy od więziennych służb penitencjarnych. Recydywiści, z którymi pracują na co dzień, brną uparcie w kierunku dalszej demoralizacji skutecznie deprawując pierwszy raz karanych. Wciągają ich do świata determinującego dalsze życie. Cały system oddziaływania wychowawczego spływa po nich, jak przysłowiowa woda po kaczce. Nie do przebicia staje się mur świata przestępczego. Po jednej stronie barykady stoją ludzie w mundurach, którym etyka zawodowa nakazuje wierzyć w nawrócenie grzeszników, a po drugiej tzw. „drugie życie więzienne” z własnymi prawami i normami opartymi o ignorowanie wszystkiego co dobre i prawe. Cynizm, silny, brutalny, amoralny cynizm. W tych warunkach praca ludzi w ciemnostalowych uniformach staje się szczególnie godna podziwu. Wielu z nich nabawia się nerwic, rujnuje zdrowie ale codziennie musi nadal sumiennie wykonywać swoje obowiązki, swoją niewdzięczną pracę. Mają być naprawiaczami zaniedbań ze strony rodziców, szkoły, środowiska sąsiedzkiego, instytucji wychowawczych, zakładów pracy, znieczulicy społecznej i demoralizujących wpływów współczesnych środków masowego przekazu. Dopiero tam, za murem i kratami widać wyraźnie braki wychowawcze z zewnątrz. Gdzie byli rodzice i nauczyciele, co robiły instytucje odpowiedzialne za wychowanie?!

     Tymczasem uparta opinia, że więzienie psuje jest stale aktualna. Działa trudny do pokonania układ społeczny. Oto trafia za kraty młody człowiek. Popełnił przestępstwo. Musi być ukarany. Czy tylko? Nie! Przede wszystkim więzienie powinno nauczyć go rozumu i wychować. Jednak dzieje się inaczej. Wychowawcy mają tu mały zakres oddziaływania. Są raczej od interwencji i zapobiegania większemu złu. Podskórne życie więzienne jest od nich silniejsze. Kontakt więzień-więzień przeważa nad kontaktem wychowawca-więzień nie tylko ilościowo. Niestety jakościowo też. Trzeba ogromnego wysiłku ze strony skazanego, dużo dobrej woli i samozaparcia, aby poddać się zabiegom resocjalizacyjnym, a przecież prawdopodobnie brak silnej woli skierował go na drogę kolizji z prawem. To co proponuje mu świat przestępczy wydaje się łatwiejsze. Ustawia go w dobrej pozycji wśród współwięźniów. Staje się wśród skazanych „git”. Marzenia niejednego wychowawcy, aby człowieka wydźwignąć z tej pułapki spełzają na niczym. Chwała tym, którym udaje się ten zaklęty krąg przełamywać.

 

                                                                               Bogumił Pijanowski   

Dodaj komentarz Pokaż komentarze     komentarzy: 3






użytkownik
hasło
 
Zaloguj              
KontaktZbiory prywatne