Bogumił Pijanowski
Wiersze i prozaO stronieTeksty własne,wiersze i prozaTeksty grupy literackiej AKANT i inne nadesłaneFotografieBlog hyde park


















Pod brzozą

 

 

Pod brzozą 

                                                                                                                 

Gorąco,                                                     

owoc dojrzewa.

Jedynie w cieniu drzewa chłodniej.          

Brzęczą owady -                                       

dla nich to jedyne lato w życiu.                 

Książka leży nie przeczytana.

Duszno.                                                      

Tyle jeszcze do zrobienia...                        

Nie zobaczę,                                              

nie napiszę,

nie wysłucham,                                            

nie skosztuję...                                           

Skwar.                                                         

Ani jednej chmurki na niebie.

Wszystko zastygło w tym upale.                 

Tylko kura grzebie w liściach.                  

Za krótkie to lato.                                      

Za krótkie to życie... 

 

2002 r.                              Bogumił Pijanowski                                                   

Dodaj komentarz Pokaż komentarze     komentarzy: 0


Kapliczka przydrożna

 

Łany zbóż złociste. Kręta droga polna.

Pejzaż, jak z obrazka. Chmury płyną z wolna

po niebie w błękitach. W słońcu listki drgają.

W światłocieniach ptaszki rzeźbę wychwalają,

którą na brzozie zawiesił natchniony

rzeźbiarz ludowy, tu - z tą ziemią od dziecka złączony.

Kapliczkę cud zrobił. Daszek na niej krzywy,

a pod daszkiem siedzi Chrystus Frasobliwy.

 

Przeszedł obok pijak i nawet nie zerknął,

marzy mu się pełne z gorzałą wiaderko.

Zając tuż za miedzą nastawia swe uszy

i wytrzeszcza oczy, że pijaka suszy.

Wnet ktoś autem przemknął - prawie go nie zabił -

kurz po sobie tylko w kapliczce zostawił.

Szedł listonosz. Gestem odruchowym dłoni

za daszek czapki chwycił i się jakby skłonił.

 

Przybył etnograf. Wszystko narysował -

najlepiej mu wyszła ta podparta głowa.

Potem zdjęcia robił, szkic schował w notesie

i umieścił  wkrótce wszystko w Internecie.

Żegnało się ludzi tu może tysiące?

Czasem deszczyk padał lub prażyło słońce.

Zimą mróz  odwiedzał, z nim biała śnieżyca,

jesienią bywała z deszczem nawałnica.

 

Opodal mogiła. Spokój dookoła.

Ginąc polski żołnierz tam Jezusa wołał:

„- Chryste dla ojczyzny przyjmij mą ofiarę

i wrogów za grzechy nie ukarz nad miarę!”

Dla Boga te prośby, to ciągłe strapienie -

przecież pragnie wszystkim przynosić zbawienie.

Wciąż łaknie miłości i nie dba o spiże,

On martwi się o tych, których drażnią krzyże.

                                      

                                                Bogumił Pijanowski

                                                    Grudzień 2009 r.

Dodaj komentarz Pokaż komentarze     komentarzy: 0


Dożyć takiej miłości

 

 

Dożyć takiej miłości

 

Ach, dożyć takiej miłości,

Której słów wielkich nie trzeba!

Obok  siebie, tak blisko, jak

Konary wspólnego drzewa.

Jednakie, a jednak inne,

Jak żywy oddech zdwojony,

Złączone trwale i silnie

Węzłami męża i żony.

 

To  taki stopień miłości,

Która nie kusi już losu,

Bo wiesz i czujesz prawdziwie,

Że jej nie trzeba patosu.

Ach! Nie wierzymy już w blagi.

Znamy się, jak łyse konie

I jestem tak bardzo nagi,

Kiedy całuję twe dłonie.

 

Na takich szczeblach miłości,

Przenigdy nie bywa nudno.

Można się wesprzeć o siebie,

Pokonać największą trudność.

Przypływy adrenaliny,

Gdy falą wezbraną płyną,

To milkną w pianach odpływu

Z każdą kolejną godziną.

 

Nie wierzmy w złudne miraże

I niech nas nie wabią żądze.

Nie kupisz uczuć na siłę,

Nie kupisz ich za pieniądze!

Są bowiem rewiry słodkie,

We wzlotach i uniesieniach,

Dla których to, zamiast miłość,

Innego już słowa nie ma.

 

                     Bogumił Pijanowski

Dodaj komentarz Pokaż komentarze     komentarzy: 0


Fryderykowi Chopinowi
W JUBILEUSZ DWUSETNEJ ROCZNICY URODZIN FRYDERYKA CHOPINA

 

Kiedy myślę Fryderyk Chopin, w uszach piękno brzmi,

Powiewają poły fraka, koncert wielki, klawiatura lśni.

 

W listkach wierzby nuty drgają, Wisła błyszczy, w uniesieniu twarz,

Ostry profil, całe serce rozmodlone, gdy mazurka grasz.

 

Widzę palce w ruch wprawione z polonezem w tan,

Mazowieckie łąki pachną, słyszę Polskę, widzę zboża łan.

 

Twe etiudy, Twe nokturny, Twych preludiów czar,

To od Polski jest dla świata najwspanialszy dar.

 

Twój fortepian z bruku wzleciał ponad ziemi szmat.

W Rosji, Chinach, Ameryce… zasłuchał się świat.

 

Fryderyku, Twa muzyka lepszych warta ód,

Ale i ten skromny utwór składam Ci u stóp.

 

Łódź, 1 marca 2010 r.

                                                               Bogumił Pijanowski

 

Pomnik Fryderyka Chopina w Żelazowej Woli

 

 

Dodaj komentarz Pokaż komentarze     komentarzy: 0


Nowa piosenka o Łodzi

 

Nowa piosenka o Łodzi

 

 

Znikł „las kominów przesłonięty dymem,

Co się po niebie nie przestawał snuć” *.

Dziś moje miasto, drogie mi rodzinne

Inny ma wygląd, inna moja Łódź.

 

                                Ta  Łódź dryfuje ku nieznanym lądom,

                                W niej prządka przędzie tylko aby-aby.

                                Miasto  poddane niewiadomym prądom

                                Ma na Piotrkowskiej  stale nowe puby.

 

Przemysł podupadł. Bezrobocie wzrasta.

Fasady piękne, a z tyłu ruina.

Pyszni się deptak w samym centrum miasta

Ławką z pomnikiem Juliana Tuwima.

 

                                 Tu się urodziłem. Tutaj wzrastałem.

                                Pamiętam bruki. Pamiętam rynsztoki.

                                 Tu się uczyłem i tu zakochałem.

                                 Stąd chciałem kiedyś ruszać w świat szeroki.

 

Drogie jest dla mnie to miejsce na mapie.

Ileż tu wspomnień w starych kamienicach?

Sentyment jak koń za mną człapie.

Stuk kopyt echo niesie po  ulicach.

 

                                Znika serdeczność. Nikną ludzkie więzi.

                                Śródmieście okala zwarte blokowisko.

                                W każdym M-ileś telewizor rzęzi

                                I do sąsiada zza ściany nie blisko.

 

Sieć komputerów łączy i oplata.

Ginie w niej człowiek, jak liść w wirze rzeki.

Bliżej dziś ludziom jest na krańce świata.

Dalej do bliskich – blisko do dalekich.

 

                                 Wśród murów Łodzi drę kolejne buty.

                                 Tyle się zmienia... Dobrze, że nie wszystko.

                                 Polesie, Widzew, Górna i Bałuty

                                 I na Lublinku wciąż większe lotnisko.

 

Znikł las kominów stając się niebytem.

W to miejsce rosną więc kominy nowe.

Straszą nas biedą i gorszą przesytem,

Groźne społecznie, kominy płacowe.

 

                                 Wierzę, że padną, tak jak legły tamte.

                                 Choć wciąż cwaniaków pełno przy mamonie,

                                 To Łódź wypłynie na wody otwarte.

                                 Złapie wiatr w żagle. Nigdy nie zatonie.

 

 Łódź, 17 kwietnia 2002 r.                                                          BOGUMIŁ PIJANOWSKI

__________

* - fragment popularnej piosenki o  Łodzi  z lat sześćdziesiątych

 

 

 

Dodaj komentarz Pokaż komentarze     komentarzy: 0






użytkownik
hasło
 
Zaloguj              
KontaktZbiory prywatne